Spirits of fire -spirits of fire

Zawsze w przypadku takich zespołów jak Spirits of Fire jestem pełen obaw. Myślę sobie, że to kolejny skok na kasę, że kolejna supergrupa nagrywa album na siłę, że zobowiązania wobec wytwórni, że to, że tamto… Wiecie co chcę powiedzieć. A patrząc na skład tego zespołu, nie sposób mieć wątpliwości. I choć osoba wszędobylskiego Toma „Rippera” Owensa w zasadzie nie dziwi to już obecność takich osobistości jak gitarzysta Chris Caffery (Savatage/Trans-Siberian Orchestra), mistrz basu Steve Di Giorgio (Testament/Death) i perkusista Mark Zonder (Fates Warning/Warlord) musi powodować niejakie zainteresowanie ale i obawy. No bo skład faktycznie zacny, prawda? A co jeśli muzycznie to zwykła kaszana? Pilotujący płytę „Light Speed ​​Marching”, to nic innego jak ukłon w stronę fanów Judas Priest z wyeksponowanym grą dynamicznej, złowrogiej gitary pana Caffery. No cóż, ci, którzy tęsknili do czasów Rippera za sitkiem w Judas Priest muszą się poczuć usatysfakcjonowani. Słuchając singla nie pozbyłem się wszelkich obaw, ponieważ zawsze mogli wybrać najlepszy kawałek na pożarcie przez publikę, prawda? Niemniej jednak poczułem ogromną chęć na więcej i czekałem na możliwość posłuchania całości. Dziś mam w rękach pełną płytę i słucham jej po raz któryś. Bo jest świetna i wciąga od początku do końca. „Temple of the soul” to już popis gry wszystkich muzyków. Posłuchajcie tego nie przymierzając – wojennego heavy metalowego łojenia. Oczywiście nie da się uniknąć nawiązań do Savatage i Fates Warning. Zonder bębni z zabójczą precyzją, Stefek Di Diorgio włóczy po ziemi brzmieniem basu, Caffery wymiata jak nikt zabójcze solówki, a Owens drze się jak opętany. Znakomita rzecz. Obawiałem się trochę jak wypadnie Ripper w towarzystwie prog metalowych wymiataczy. Zupełnie niepotrzebnie. Trzeba przyznać, że jego wokal pasuje doskonale to generowanych dźwięków. „All comes together” rozwiewa wszelkie wątpliwości. Riff jak w najlepszych kawałkach Savatage, świetne solówki, trochę mieszania jak przystało na mistrzów, potem kapitalny, heavy metalowy riff i na końcu Owens. Bardzo mi się podoba. Do tego znakomita melodyka i tempo. Tytułowy „Spirits of Fire” demoluje i niszczy obiekty. Proszę posłuchać tego miażdżącego riffu. Tak grają tylko najlepsi tylko oni mogą sobie na takie coś pozwolić. Niby nieskomplikowane ale robi wrażenie. Tom drze się jak opętany, a reszta zespołu artylerią dźwięków dokonuje dzieła zniszczenia. Trochę się zacząłem zastanawiać jak brzmiałyby płyty Savatage czy Fates Warning gdyby zaprosić tego wokalistę do udziału w sesji nagraniowej. Słychać, że czuje się on jak ryba w wodzie, choć jest typowo heavy metalowym krzykaczem…”It’s everywhere” rozpoczyna się akustyczną gitarą. O! Czyżby jakaś balladka? No jednak nie, choć tempo znacznie wolniejsze. Ale ten riff! Już gdzieś słyszałem coś podobnego. Nie bijcie ale zupełnie nie pamiętam przy jakiej okazji i gdzie. Natomiast pomimo balladowego wstępu numer jest kapitalny, a noga sama wystukuje rytm. Tekst niby nie jest zbyt skomplikowany ale słuchając tego numeru, w pewnym momencie staje się niepokojący i taki jakiś… ciemny i ponury. „A game” zaskakuje takim trochę bluesowym feelingiem. Posłuchajcie tego sami. Kapitalna rzecz, osobiście uwielbiam takie zabiegi. Chyba najlepszy kawałek na płycie moim zdaniem. W połowie utworu Owens wściekłym głosem wypluwa kolejne wersy tekstu, a ja wciąż nie mogę wyjść z podziwu. Jak do tej pory jest świetnie i nic nie zapowiada by miało być inaczej. „Stand and fight” to kolejny numer dla heavy metalowych wojowników. Czy ktokolwiek z tych wojowników oprze się takiemu „They have the right, they will stand and fight”? Posłuchajcie sami. To będzie doskonały numer koncertowy. „Meet your end” z typowym, kroczącym rytmem w stylu Judas Priest czy Primal Fear i niepokojącym tekstem. Szkoda, że Ralf coraz rzadziej pisuje takowe, a Sinner nie pisze już takich nut zbyt często. Tu zostało to podane w doskonały sposób, choć ja chciałbym usłyszeć ten kawałek w towarzystwie wokalisty Primal Fear… Te wokalne „górki” są w sam raz dla niego, Owens zwyczajnie „tak” nie umie, jeśli wiecie co chcę powiedzieć. Słuchając tego albumu, notabene do tej pory świetnego, zastanawiałem się kiedy i w jakim momencie zespół sięgnie po coś innego. No i doczekałem się. „Never to return” to taka kalka najlepszych numerów Ronniego Jamesa Dio z jednej, Queensrÿche z drugiej i trochę nawet Mötley Crüe. Ja wiem, że niektórzy w tym momencie wzruszą ramionami i pomyślą, że Vincent pieprzy głupoty ale niech tam. Zaryzykuję. „The Path” z kolei kojarzy mi się z wokalnymi popisami lidera Guns ‘n’ Roses. To tak na boku. Trzeba przyznać, że pomimo pistoletowych inklanacji jest to utwór bardzo skomplikowany muzycznie. Nad tym się właśnie zastanawiałem. Jak Ripper poradzi sobie z takimi nutami i było nie było – wymagającymi muzykami, profesorami w swoim fachu. Dał radę i za to szacun wielki. „Alone in the darkness” to kolejny utwór-marzenie dla Ralfa Scheepersa. Bardzo chciałbym go tu usłyszeć w duecie z Tomem. I nie bijcie zbyt mocno ale czy tu przyjemnie nie rezonują właśnie Gunsi? Oni lubili takie nuty. To końcówka płyty, w tle ładnie gra sekcja smyczkowa, Owens śpiewa spokojnie, niemal delikatnie, a zespół stara się tworzyć lekką, niemal ulotną atmosferę. Czekałem na balladkę i mam co chciałem. W moim prywatnym rankingu będzie to na pewno ballada roku, no chyba, że sufit spadnie mi się na głowę. Proszę posłuchać ostatniej części utworu. Kto, no kto lubił tak grać? Jest taki jeden fiński zespół power metalowy. Na japońskiej wersji znajduje się jeszcze akustyczna wersja „It’s everywhere”. Ponieważ jestem szczęśliwym posiadaczem właśnie takiego wydania mam możliwość porównania obu wersji. Powiem jedno: szkoda, że nie zaśpiewał tu sam wielki Axl Rose. I na tym zakończę. Cholera, zajebiste. 

Trudno napisać, że to debiutanci. Trudno napisać, że to debiutancka płyta bo każdy z muzyków ma już dorobek płytowy na koncie i jest szanowany za wkład. Więc co mam napisać? Że warto posłuchać? Warto. Że warto docenić wysiłek włożony w nagranie tej płyty? Jak cholera. Co jeszcze? Zespół kompletny, zwarty, dobrze czujący się w swoim towarzystwie. Płyta roku? Chyba jeszcze nie ale kto wie jak wysoko zajdzie w rankingach. Jaka więc ocena? Dla mnie 10/10.

 Chris Caffery – gitara,
Ripper Owens – wokal,
Steve Di Giorgio – bas,
Mark Zonder – bębny.


Vincent

Najnowsze artykuły
Black Widow Radio Czat
EwaMartinez
Aphesis.jpg
EwaMartinez
Sinful.jpg
EwaMartinez
1. Introspection-Brasil 2. Aphesis-Hawaii 3. Dark Phantom -Iraq 4. Sinful-Russia 5. Ancient sphereS-Costa Rica 6. The Fallen Prophets - South Africa 7. Sodoma-Brasil 8. Old Throne-Mexico
Bizon
sorki ale dziś nie maa audycji z powodu choroby!
Anonim4003
czemu na John doe nieda się głosować?
Anonim4059
Dlaczego nie wyłączyliście już głosowania na siarczystą listę ?
Anonim4232
witamy wszystkich bardzo serdecznie !!
EwaMartinez
hello! smile
Kostek
Siemanko wink
Czarna Wdowa
jutro audcyja !!
Anonim5291
zaraz zaczynamy laugh
Anonim5301
SALIDOS DESDE MEXICO
Czarna Wdowa
Nowa wersja Siarczystej Listy Przebojów juz wjechala na salony laugh
Czarna Wdowa
hello !!
Anonim9431
Slayer może częściej?
Anonim9761
to autopilot
Anonim9826
Saludos desde chilee
Anonim9835
SuperMetalowa muza leci BWR pozdrawia Marcin i bardzo wam kibicuje smile
Anonim9835
Tylko dlaczego teraz się nie wyświetla co gra ?
Anonim9892
Witam i tak tutaj nikt nie odpiszę ale teraz muza leci zespół Warbell klasa.
Czarna Wdowa
dlaczego sadzisz ze nikt nie odpisze laugh
Anonim11439
To radio jest Martwe !!!
Anonim11509
wcale nie jest !!
Anonim11827
Można słuchać i nie pisać. smile
Anonim17246
Całkiem przyjemna muzyka leci. Muszę tu częściej zaglądać wink
Liczba użytkowników: 1

Dostosuj